Życie po brzegi (9 miesięcy po wypadku)


Time, mystical time 

Cutting me open, then healing me fine 

Were there clues I didn't see?


Taylor Swift






czerwiec 2021


Od mocnego zderzenia mojej twarzy z betonem minęło ponad dziewięć miesięcy. Gdy mogłam znów jeść i mówić, nadal bałam się prowadzić samochód, jechać na rowerze, każdy przejeżdżający lub przechodzący zbyt blisko człowiek mnie przerażał.

To pierwsze lato z nowymi bliznami, zębami, zrośniętą żuchwą, ustami, brodą. Myślałam wtedy w karetce o wielu rzeczach, o ludziach, których kocham, czułam ogromny strach o moje życie i zdrowie, cholerny ból. Ale czułam też wtedy wdzięczność, bo wiedziałam, że cokolwiek się stanie mam dobre życie, widziałam mnóstwo pięknych rzeczy na świecie, poznałam dobrych ludzi, kochałam, mówiłam prawdę. To nie jest i nigdy nie będzie ,,idealne” życie bez błędów, to nie jest życie, które ma za zadanie wyglądać ładnie z zewnątrz.

Zrobiłam sobie życie z moich decyzji i ich konsekwencji. Z decyzji, które wielu się nie podobają. Życie po mojemu. Wiedziałam to wtedy i wiem to też dziś. I czuję tę wdzięczność, dziś szczególnie mocno, bo mogę jeździć na rowerze. Nadal czuję często ból, ale jestem w szoku jak wiele można zrobić fizjo. Nadal się czasem boję, gdy ktoś przejeżdża obok zbyt szybko. Ale hej, wczoraj pierwszy raz w życiu odpaliłam motocykl i nawet przejechałam nim parę rundek szaloną prędkością 10 km/h. To, co lepiej rozumiem dzięki temu doświadczeniu to, że jestem tylko i aż człowiekiem.

Że to ja odpowiadam za to, by się chronić. Że jestem silna, ale nie jestem i nigdy nie będę żadną superwoman, choć, przecież, przez większość życia próbowałam. I hej, żyję, mogę ćwiczyć, całować się, kochać się, mogę myśleć, tworzyć, pisać. Zrobiłam przez ostatnie miesiące wiele rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały mi się niemożliwe. I hej, żyję. I coraz lepiej wiem po co.